Recenzja piąta. „Być człowiekiem”.
Dla literatury są tym, czym jazz dla muzyki…
Nicole Krauss, „Być człowiekiem”, dziesięć utworów z serii „Opowiadania Amerykańskie”, Wydawnictwo „Czarne”. I trzy zdania wstępu, niezwykle ważne.
„Opowiadania są gatunkiem narodowym Ameryki, jej rdzeniem, nerwem, pulsem. Precyzyjne i gęste, znakomicie opisują rzeczywistość (a czasem nadrzeczywistość), chwytają historie i obrazy. Dla literatury są tym, co jazz dla muzyki”.
Nicole Krauss (ur. 1974) – prozaiczka i poetka, uznawana za jedną z najważniejszych współczesnych powieściopisarek. Zadebiutowała w 2002 roku powieścią „Kiedy wchodziłem do pokoju”. W Polsce ukazały się również jej „Historia miłości” oraz „Wielki dom”. Laureatka licznych nagród i wyróżnień literackich.
Zakres tematów szeroki – seks, władza, narodziny, dojrzewanie, przemoc, pasja, samotność, starzenie się, apatia, zmęczenie.
Wszystko, co ludzkie i, wydawałoby się, doskonale znane. W mistrzowskim, wielowarstwowym opisie rzeczywistości – fascynujące, niepokojące tajemnicą. Obok czystego realizmu, kreujące niestworzone historie. Świat oglądany z pespektywy… podłogi, w wykadrowanych cząstkach. Jak na tym, zamieszczonym na okładce dziele Kathryn Mecca, zatytułowanym „School Girls”.
Między Nowym Jorkiem a Tel Awiwem, połączonym najczęściej rozmową telefoniczną, rozgrywają się sprawy drobne i ważne. Świadomość istnienia międzypokoleniowych związków, poczucia tożsamości – rodzinnej, etnicznej, religijnej, konkuruje często z poszukiwaniem nowego pomysłu na życie, co staje się źródłem konfliktów, przyczyną zrywania więzów. A potem radością z ponownego ich nawiązywania. Przerażające echa Holocaustu, nawet po latach, nie pozwalają spać po nocach. U kolejnych już pokoleń budzą się demony strachu, niepokój o jutro. Nad wszystkim unosi się pełne lęku pytanie – czy przestanę być człowiekiem, którym byłem od zawsze? Nawet w chwilach miłosnego zauroczenia, szczęścia płynącego z bycia z kimś na zawsze, pojawia się ponura, antyutopijna wizja, której subtelnym symbolem jest maska gazowa.
O tym wszystkim opowiada, w sposób mistrzowski, narrator, w poszczególnych tekstach zbioru – zróżnicowany, autorski (narracja trzecioosobowa) i pamiętnikarski (narracja pierwszoosobowa). To sposoby jego językowego przejawiania się, budowania strategii. Zawsze jest niezwykła, zachęcająca do czytania – dalej. Opowiadania Nicole Krauss trzeba śledzić uważnie, w zakątkach tekstu kryją się sprawy ważne, nie można ich pominąć. W obyczajowej codzienności obecna jest dramatyczna przeszłość, materializuje się w tajemniczych postaciach, takich znikąd, które pojawiają się niespodziewanie i tak też znikają. Dziwny to, ale i fascynujący świat, rozbudzający i niepokojący wyobraźnię. Tak dzieje się przykładowo w opowiadaniu „Śpię, lecz moje serce czuwa”.
Mocno przeżyłam opowiadanie „W ogrodzie”. Przypomniało mi przeczytany przed wieloma laty utwór „Ogród pana Nietschke” Kornela Filipowicza, mistrza malej formy. Podobny temat i nastrój.
Narratorem opowiadania amerykańskiej pisarki jest osobisty sekretarz największego architekta krajobrazu w Ameryce Łacińskiej. Sceneria to arkadyjski ogród, porażający swym pięknem i ogromem. Nastrój spokoju, jak się okaże – pozornego. Zakłócą go trzy czarne sedany z generałami… Czar pryśnie… W świecie wypieszczonych roślin i dostojnej alei palm królewskich zrodzi się horror…
Może wydaje się, że opowiadania Nicole Krauss emanują tylko smutkiem, straszą przyszłością, powtarzalnością burz historii. Może w sposób natrętny pouczają, jak być człowiekiem. Tak, moim zdaniem, nie jest. Po prostu wymagają odszukania kodu myślowego autorki, tajemnicy jego dyskretnego przekazu. A to już cala satysfakcja płynąca z lektury tak znakomitej książki.
Nicole Krauss, „Być człowiekiem”, przełożyła Zofia Szachnowska–Olesiejuk. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.
Maria Ostrowska




