Recenzja czternasta. „Listopadowe porzeczki”.
Andrus Kivirähk, „Listopadowe porzeczki” – W świecie magii i szalonej wyobraźni
„Listopadowe porzeczki” – fenomen na estońskim rynku wydawniczym, literackie odkrycie prosto z Estonii, niebanalna powieść wypełniona czarnym humorem i grozą, horror… Znaleźć można wiele określeń na gatunkowe cechy tego fascynującego utworu. Szukać skojarzeń z „Prawiekiem” Olgi Tokarczuk czy „Igraszkami z diabłem” Jana Drdy? Nie, to nie to. Autor „Listopadowych porzeczek”, Andrus Kivirähk, znalazł inny sposób przedstawienia osobliwych relacji człowieka ze Starym Piekielnikiem, czyli Diabłem. Jeden z najpopularniejszych pisarzy estońskich, przetłumaczony na wiele języków, zadziwia niezwykłą wyobraźnią, czaruje pomysłowością narracji, w której groteskowa stylizacja przeplata się z głęboką refleksją nad sensem ludzkiego życia. Cytując autora „Wesela”, taka to „historia wesoła, a ogromnie przez to smutna”. Pierścieniowa kompozycja utworu pozwala ująć różne człowiecze historie w zwarty krąg, rozpocząć, rozwinąć i zakończyć, definitywnie. Jest listopad, może wiek XIX.
Zanurzona we mgle, biedna wieś, dumna ze swojej estońskiej tożsamości i obcy pod każdym względem niemiecki dwór., obiekt kpin, zawiści i miejsce do okradania. Wszystko to otoczone mrocznymi lasami, zamieszkanymi przez tajemnicze zjawy i upiory. Można spotkać tu diabla, podpisując z nim pakt… sokiem z porzeczek. Ale świeżych porzeczek o tej porze roku nie ma, więc trzeba znaleźć sposób.
30 dni listopada, kartka za kartką z kalendarza – one wypełniają książkę.
W naturalistyczno–surrealistycznej przestrzeni funkcjonują mieszkańcy wioski, ich przodkowie oraz wytwory zbiorowej wyobraźni. Pojawiają się kraty – postacie fantastyczne z folkloru estońskiego. Tworzył je człowiek z tego, co zbędne w obejściu, a duszę wykupywano im od diabla – wówczas ożywały i mogły służyć gospodarzowi, wykonując nakazane im prace oraz znosząc wykradzione sąsiadom dobra. Pełnią ważną rolę w konstruowania świata przedstawionego powieści. Są też wilczyce i wilkołaki. Człowiek może się wysmarować zaczarowaną maścią i już, w takiej postaci, pędzi po dachach, wspina się na wysokie drzewa, zagląda bezkarnie do komory sąsiada. Jeśli zdarzy się zaraza, przybiera nieokreśloną postać, zmieniającą się momentalnie. Trzeba wtedy uciekać przed nią na dach. Może nie zdąży dopaść.
Pamięć o zmarłych pełni ogromną rolę w duchowym i codziennym życiu wiejskiej społeczności. Wzruszają i poruszają do głębi obrzędy poświęcone przodkom. Dominuje przekonanie, że nadal istnieje nierozerwalna więź między tymi dwoma światami. Podkreślić trzeba mistrzostwo autora w jej przedstawianiu. W warstwie stylistycznej jest też czarny humor, połączony z niezwykłą czułością, także znajomością psychiki człowieka, niezależnie czy jest tu, czy tam.
„Andrus Kivirähk to autor obdarzony niesamowitą wyobraźnią na świecie. Ta literatura potrafi zaczarować” – napisała Olga Tokarczuk. To powieść o ludzkim losie, miłości, namiętnościach i żądzach, baśniowa, pełna magii, tajemnicy… Nie dziwi fakt, że egzemplarz książki znajduje się w domu każdego Estończyka. Na jej motywach powstał film „Listopad” – estoński kandydat do Oscara w 20118 roku. Zdjęcia do niego kręcono m.in. w Polsce.
Maria Ostrowska
Andrus Kivirähk, „Listopadowe porzeczki”. Wydawnictwo Literackie, 2022.




