Recenzja dziesiąta. „Niegdysiejsze śniegi”
Gregor von Rezzori – „Niegdysiejsze śniegi” – arcydzieło literatury światowej
Wydawnictwo Czarne sprawiło ostatnio wspaniałą niespodziankę. Określona mianem „nowej klasyki” seria wybitnych tytułów literatury światowej to zapomniane arcydzieła, książki niegdyś niesłusznie odrzucone, zbyt śmiałe lub wyprzedzające swój czas, które układają się w panoramę uniwersalnych ludzkich spraw i problemów, a zarazem są istotnym przypisem do współczesności. Do nich należą „Niegdysiejsze śniegi”. Autorem tego niewątpliwego arcydzieła jest Gregor von Rezzori, powieść przełożyła z języka niemieckiego i opatrzyła posłowiem Małgorzata Gralińska. Książkę liczącą 385 stron przeczytałam w ciągu trzech dni, z zachwytem. Dotknęłam arcydzieła, mam tego pełną świadomość.
Gregor von Rezzori (1914–1998) to niemieckojęzyczny pisarz, dziennikarz, scenarzysta i aktor. Urodził się w Czerniowcach, należących wówczas do Austro–Węgier, na Bukowinie, w arystokratycznej rodzinie o sycylijskich korzeniach. Jego dzieciństwo, które przypadło na Wielką Wojnę i czas tuż po niej, upłynęło pod znakiem katastrofy i zmierzchu starego świata. Powieść „Niegdysiejsze śniegi” to cudowna podróż do mitycznej krainy dzieciństwa i młodości. Jej narrator zaklina w obrazach Bukowinę dziecięcych i młodzieńczych lat, gęste lasy pełne dzikiej zwierzyny, wówczas jeszcze dziewiczą przyrodę, monastery z kolorowo malowanymi ścianami. W tym baśniowym, nostalgicznym, onirycznym obrazie porusza się między fikcją a faktem. Z niezwykłym wdziękiem, bywa, że z wyśmienitym humorem, odtwarza słodko–gorzki ten niegdysiejszy obraz.
Wzrusza motto utworu, mój ulubiony cytat z „Wielkiego Testamentu” Françoisa Villona, piętnastowiecznego poety. „Ou sont les neiges d’antan” – „Gdzie są niegdysiejsze śniegi?”. W tym pytaniu mieści się wszystko.
Narrator szuka odpowiedzi na to pytanie, prezentując piątkę bohaterów: Kasandrę – niańkę, matkę, ojca, siostrę, Strausselkę – guwernantkę. W ich portretach, pełnych niuansów, niedomówień, psychologicznych komplikacji, mieści się suma refleksji – o Wszystkim. Ważną rolę pełnią, zamieszczone przed każdą historią postaci, krótkie, wydrukowane kursywą fragmenty. W lirycznej tonacji, z zakodowaną w migawkowych obrazach – przyrody, dzieł sztuki… tajemnicą. Odbieram te fragmenty powieści jako zmetaforyzowane, niezwykle syntetyczne charakterystyki przedstawianych kolejno osób. Wnoszą nastrój szczególnego niepokoju, otwierają temat.
Kasandra, nosząca, dość nieoczekiwanie, imię bohaterki „Iliady”, umieszczona na samym początku, to jedna z najbliższych osób dla narratora powieści, niezapomniana niańka i mamka. Wybitnie nieurodziwa, dzika, na początku zupełnie nieokrzesana, okaże się kobietą o wielkim sercu, kochaną przez oddanego jej pod opiekę chłopca bezgranicznie, obdarzoną swoistą inteligencją, zaradnością i zdrowym rozsądkiem.
Matka dziecka, potem młodzieńca, to istota miotana burzliwymi emocjami, utrudniającymi kontakt z mężem i dziećmi. Mają one różne źródła i różny stopień nasilenia.
Ojciec, skrajny indywidualista, człowiek ogarnięty chorobliwą wręcz pasją do polowania, posługiwania się bronią, zachwycony utalentowaną wszechstronnie córką, nie może sobie znaleźć miejsca w życiu bardzo skomplikowanej psychicznie , trudnej rodziny.
Siostra narratora, starsza od niego o cztery lata, jest źródłem stałego niepokoju, rodzących się kompleksów u brata. Wybitnie zdolna, inteligentna, błyskotliwa, wnosi element egzotyki, jest niezwykła.
Strausselka, guwernantka, wnikliwa i życzliwa obserwatorka życia rodziny, znajduje sposób porozumienia z najmłodszym jej członkiem, ratuje go od poczucia pustki życiowej.
Dzięki tym postaciom, umiejętnie ze sobą powiązanym i scharakteryzowanym, powstał elegijny portret czasu i miejsca, skreślony ręką austriackiego mistrza modernizmu.
„Tragarz minionej epoki” – tak zatytułowała swoje znakomite posłowie o autorze „Niegdysiejszych śniegów” tłumaczka książki, Małgorzata Gralińska. W tym określeniu zawarty jest podziw dla wspaniałego twórcy literackiego obrazu tego przełomowego czasu. To koniec mitu wielonarodowego imperium, zagłada „pięknej epoki’, towarzyszącego jej stylu życia i całej warstwy społecznej, z której sam autor książki się wywodził. Mistrzowska kompozycja powieści, umiejętność powiązania, we fragmentach, osobistych losów bohaterów z faktami historycznymi, zwłaszcza zmianami politycznymi na mapie Europy Środkowej, to dowód wielkości twórcy. Podkreślić jeszcze trzeba doskonałą znajomość wszystkiego, co nowe – w literaturze, sztuce, filozofii, modzie, edukacji, obyczajowości. Książkę czyta się z prawdziwą rozkoszą, bez chwili znudzenia.
„Piękne chwile z przeszłości można nosić w sobie niczym ukryty klejnot albo można wlec je za sobą niczym żelazną kulę na łańcuchu skazańca” – pisze Rezzori i przywołuje obrazy z dalekiej przeszłości, a nas, czytelników, włącza w ów strumień czasu i przywraca to, co wydawało się bezpowrotnie stracone.
Zamykam książkę. Odczuwam nieodpartą potrzebę przytoczenia jej ostatniego fragmentu.
„Siostra miała nieco ponad cztery lata, na nogach pierwszą parę łyżew, za rękę z ojcem jechała w dół rzeki: niekończący się tor pomiędzy oszronionymi brzegami, sitowie z kożuchem osadu, brzozy jakby utkane ze szkła, nad głową niebo w nasyconym odcieniu błękitu, tak jak za niedługo nad Adriatykiem.
Noszę w sobie ten obraz: wielki mężczyzna na łyżwach, po staromodnemu modny, łysą głowę zakrywa wełniana czapka z pomponem, ostrożnie prowadzi za rękę niedużą dziewczynkę. Mała trzyma drugą rękę w mufce, jej zaróżowioną od mrozu twarz otacza obszyty futrem kaptur płaszczyka. I suną tak poprzez oszroniony świat, kreśląc na czarnej tafli lodu wzór w cieniutką jodełkę – jeden ze śladów jest długi i zamaszysty, drugi krótszy i węższy. To wszystko zaś zlewa się z Kasandrą i damą w bieli, która mi o tym opowiedziała, chociaż na mojej fotografii jest ubrana w czerń, i w magiczny sposób wylania się z pamięci jak cienie, które nabierają kształtów na płytach lekko poruszanych ojcowską ręką w kąpieli fotograficznej”.
Świetna książka!
Maria Ostrowska
Gregor von Rezzori, „Niegdysiejsze śniegi”, przekład Malgorzata Gralińska. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025.




